84

& the evening is unstable. i’m trying to find a book on the shelf. the right book. the book where all the dreams that I forgot to write down are written down.

Reklamer

83

333. Virkelig utilpasset følelse. Jeg skrev, men jeg var ikke eksisterende. Usynlig. En fotoprojekt beskrevet. Processen startet. At kreere er vanskeligt. Det er en kamp med tvivl. Uendelig tvivl.

82

Fascynują mnie Beksińscy, w jakiś dziwny i przejmujący sposób. Czekam na kolejny wieczór i możliwość czytania o Polsce lat osiemdziesiątych. Słucham głosu Tomka Beksińskiego w radiowej Trójce sprzed wielu lat. Polski język jest pobudzająco piękny. Nie zastąpi mi niczego.

Biegłam w chłodzie przez las. Popołudnie, późne. Nogi były ciężki i nie mogłam się rozpędzić. Ale było mi przyjemnie. Powietrze było rześkie. Nie nadmiernie wilgotne. Nie myślałam dziś o niczym w czasie biegu. Raczej o tym, by nie przejechał mnie żaden samochód, kiedy biegłam wzdłuż drogi prowadzącej do Finnerup.

Dziś w atelier. Zapach męskich perfum. Przez krótką chwilę. Zbliżenie twarzy, zbliżenie obojczyka.

A ciebie nie widziałam od tygodni.

80

Jesienny bieg po lesie wydaje się już inny. Na ziemi leżą pomarańczowe igły. Stopy odbijają się lekko i miękko od ziemi. Mój pierwszy bieg od tygodnia.

Biegło mi się lekko. Mijałam grzybiarzy bez czapek. Wilgoć była w powietrzu. Nie umiem o tym dziś pisać. Chaos w domu, w pokojach, w głowie szum, sprzątanie, układanie, o czym mam pisać, kiedy nic się nie dzieje, kiedy jedyne o czym myślę to sny, w których mijam kogoś na ulicy, wydaje mi się, że tego kogoś znam, ale nie rozpoznaję twarzy a potem wpadam do rzeki. 

79

Otwarcie się na samą siebie w swoim własnym języku, bo obcy, choć używany na co dzień wydaje się niewystarczający. Bolesny i obrzydliwy. Choć w tym języku przyszło mi się kochać. Jeśli teraz nie zacznę wypluwać z siebie słów, za chwilę może być za późno. Na przykład takie pisanie listów – dlaczego nie piszemy do siebie już tak często jak kiedyś? Nieotwarte butelki z atramentem. Nigdy nie otwarte. Stoją i tłoczą się na półce. Szmaragdowy, brązowy. Ale słowa nie zapisane są jak słowa nigdy nie narodzone. Poród słów. Ile miesięcy trzeba nosić je w sobie?

W łazience płaczące dziecko myje zęby. Za oknem ciemno. Chłodniej niż tydzień temu. Tydzień temu stałam pod ścianą w innym mieście. Nikt nas nie widział. Parasol leżał na ziemi. Wydawało mi się, że zgubiłam czapkę.

Piszę, bo boję się, że któregoś dnia obudzę się bez słów i bez myśli. Nie zniosłabym tego. Nie zniosłabym nieumiejętności przypomnienia sobie wrażenia siedzenia przy brudnym stoliku w barze w Rzymie. Albo nagłej nieumiejętności przypomnienia sobie wrażenia jakie robi na mnie szelest gazety w obcym języku, wymieszanej z zapachem mocnej i szybkiej kawy. Myśli to słowa. Chciałabym je komuś przekazać któregoś dnia. 

78

Zupełnie nie na miejscu. Przez chwilę. Przypominam sobie własny język, zapominając jednocześnie ulicę, na której się wychowałam. Z blokiem przy ulicy i tramwajem za oknem. W jakim języku chcę do ciebie mówić, najdroższy? Jakie drzewo chcę ci pokazać? Sosnę czy klon? Jak chcę pachnieć? Jak kadzidło kościelne czy kurtka skórzana?

76

24 to go and someone had to give up before it ends. Or maybe it just ends differently that the writer thought it will? Does he know the end before the end arrives?

It’s dark outside. The sound of the highway in the distance can be both calming and confusing. It depends where you are. Depends on those coordinates. Coordinates used to be my favorite word. It still is, it just means something completely different.

Sometimes we choose the wrong way. We have to go back, turn around, turn to the right instead of the left, where we thought the right way was. The labyrinth is dreamy. I prefer dreams to reality.